sobota, 6 stycznia 2018

{1} Film ślubny i znowu biorę tego byka za rogi, czyli zaczynamy od nowa ;)

Tak, powróciłam do posta sprzed roku, z braku pomysłu na temat dzisiejszego,  a dokładnie  z pierwszego stycznia i... i wyczytałam w nim, że jak coś pójdzie nie tak z tym co sobie zaplanowaliśmy, zawsze można zacząć od początku. Czyli byka za rogi schwycić po raz kolejny.

Tym bykiem będzie  mój projekt 365 , czyli 1 zdjęcie na każdy roku - ubiegłoroczny stanął w połowie roku, a dokładnie 22 czerwca - pozornie tylko, bo zdjęcia powstawały cały czas, natomiast ich nie publikowałam. 
A dlaczego?
Nie wiem i mnie nie pytajcie.  Po ślubnej zadyszce jakoś nie mogłam się zebrać a potem zaczęłam szaleć w domu / odgracać/ i tak szalałam do grudnia z przerwą na pobyt w sanatorium. 
To tak w skrócie :)
Drugim bykiem będzie może blog, bo jednak lubię popisać nieco i dla potomności coś zostawić i ku pamięci ulotnej  żeby było.

Reszta byków stoi w zagrodzie, i  jeśli jakiś dozna mojej łaski i uwagi to go chwycę i Wam o tym doniosę ;)
Póki co doprowadziłam niemalże do końca porządkowanie domu, podzieliłam się ze światem niemalże połową swojego dobytku, to był mój koronny cel na ubiegły rok.
Efektem miało być  utrzymanie porządku  w domu, który _ nie miał być robiony_ tylko utrzymywany - to udało się dopiero po ostrych cięciach  w zasobach - 
po lekturze książki DanShaRi - która wpadła mi w ręce całkiem przypadkiem
wreszcie  umiałam sobie z tym poradzić  w 100 procentach i od razu.

Żałuję jednego, że nie miałam tej książki wcześniej, kiedy podjęłam decyzję  o odgracaniu po lekturze  książek KonMari - ona fajnie to opisała ale jej metody były jednak  dla mnie za mało sugestywne.  

Kolejnym małym  sukcesem  było przemeblowanie  naszego salonu, który wydawał się być  "nieprzemeblowalny".  Może zmiany nie są wielkie, ale zyskaliśmy sporo miejsca i świeższy look :)

Ogólnie był to dobry rok, Maż dostał stałą prace i ma ją nadal:), jak już wiecie - wydaliśmy za mąż najstarsza córkę,  dożyliśmy  w nie najgorszym  zdrowiu do jego końca i spotkaliśmy się przy wigilijnym stole w stałym składzie, a nawet jeszcze większym, nie nie jeszcze nie zostanę babcią ;) spokojnie
 - myślę, że to wystarczy jak na 365 dni .

Pora zacząć kolejny rok z nadzieją,że będzie jeszcze lepszy, czego i Wam życzę z całego serca
 i że mi wybaczcie te nieobecności i brak życzeń na czas. 
Myślami byłam blisko Was ;)

ach!  zapomniałabym dodać -  mamy obecnie 18 kotów ;)
Tak wiem, jesteśmy wariatami :)

To zaczynam od projektu 365

zdjęcie z 1 stycznia

1/365 ŚLICZNA PANNA



a na koniec wisienka na torcie czyli krótki film z dnia ślubnego naszych dzieci ;)



serdecznie Was pozdrawiam!








wtorek, 26 września 2017

{74} Ciasto bezglutenowe cytrynowo-figowe.

Dzisiaj jak w temacie , jesienne ciasto figowe bezglutenowe. Oczywiście można dać inną mąkę, ale osobiście  nie próbowałam ;)



składniki:

180 g mąki ryżowej

180 g mąki ziemniaczanej
 1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 pół łyżeczki sody

 130 g cukru
20 g muscovado


80 g masła roztopionego wystudzonego 

2 jajka
2 żółtka 


150 g  jogurtu naturalnego

 skórka otarta z 1 cytryny

wanilia
figi ok 6 sztuk
odrobina soli

 wykonanie: 
Mąkę ryżową, ziemniaczaną wymieszać z proszkiem do pieczenia i sodą
Jajka ubić z cukrami i solą,  Wlać powoli masło,  potem dodawać  po łyżce jogurtu oraz skórkę pomarańczową.
Wsypać powoli mąkę i mieszać jeszcze chwilę do uzyskania jednolitej masy ( lekko płynna).

Ciasto przełożyć do blaszki  typu keksówka, wyłożonej papierem,  figi pokroić w małe ćwiartki i powtykać w ciasto dość gęsto, na wierzchu można ułożyć półplasterki.

Piec 40 minut  lub do suchego patyczka w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C.

Polecam na jesienne wieczory 



Smacznego!

Pozdrawiam serdecznie
:)



środa, 13 września 2017

{73} Weselisko :) cz.3 ślubnych fotek



Czas na wesołe kadry , czyli jak się bawiliśmy.
Szampańsko powiedzieć by można, muzyka grała dla wszystkich pokoleń, a na koniec, kiedy została garstka młodzieży,  to już poszło techno, które Młodzi lubią najbardziej - ja tej muzyki nie pojmuję ale też i nie ma takiej potrzeby, bo to ich wybory i gust :) 

Wesele  było zorganizowanie nieco inaczej aniżeli te na których bywałam.
Stoliki mieściły od 8-10 gości, na każdym były naczynia, sztućce, napoje i alkohol,
 natomiast jedzenie było w formie szwedzkiego stołu , 
postawione nieco z boku, cały czas było na uzupełniane, dzięki czemu  przekąski były świeże i schłodzone i każdy brał tylko to co mu odpowiadało.

Był jeden  obiad główny podany na samym początku, a potem każdy mógł wybierać w dogodnym dla siebie czasie i poziomie apetytu sam pośród bumarów z ciepłymi posiłkami w kilkunastu rodzajach postawionych w kolejnej sali.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem pakowania w gości niezliczonej liczby obiadów 
podawanych niemalże co godzinę, bo  większość jest  niedojedzona i zmarnowana. 

Nie było też  tak bardzo dla mnie znielubianego na weselach   
wręczania podziękowań dla rodziców,
po prostu zabroniłam kategorycznie , nie lubię  rzewnych  podrygiwań w takt 
"cudownych rodziców mam"
zawsze mnie to irytowało i było nie do strawienia.

 Jak powiedziałam jednej z Sióstr , że będzie inna forma jedzenia weselnego i brak tych podziękowań  powiedziała tylko jedno zdanie:

"Siostra nawet nie wiesz jak bardzo Ci za to dziękuję"

I to utwierdziło mnie tylko w słuszności takich decyzji. :)

Przejdźmy zatem do zdjęć.






























































Jeszcze raz dziękuje za kolejne życzenia 
Młodzi będę się w nich pławić długie lata :)
SERDECZNOŚCI!




czwartek, 7 września 2017

{72} Ślubnych historii cd.


Bardzo serdecznie dziękuję w swoim i Młodych imieniu za piękne życzenia. przydadzą się na pewno w tym ich nowym życiu,  oby było tak dobre i piękne jak  w Waszych życzeniach ;).

Ślub jak to ślub, odbył się klasycznie, 
jak na katolików przystało  w parafii rzymsko-katolickiej  Św. Anny w Wilanowie,
 a weselisko w Ogrodach Wilanowskich.
To był wybór  Młodych, 
chcieli aby było blisko z kościoła na salę weselną 
i żeby było  w Warszawie, coby zaproszonych gości nie trzeba było trudzić podróżą wte i wewte.

Ksiądz przemawiał- troszkę jak do małych dzieci, no ale  na pewno dotarło do serduszek co dotrzeć powinno ;),
 były momenty wzruszające, a ja cały czas zastanawiałam się kiedy to nasze z Kalbarkiem 30 lat minęło, kiedy  równie młodzi a nawet młodsi, stanęliśmy na ołtarzu, żeby sobie ślubować dozgonnie.

 W każdym razie pierwsze koło zatoczone
teraz pozostaje nam wydać córki pozostałe :)






















































































A weselne  obrazki też w nast. poście, bo tutaj to już by była przesada :)
cdn.

Serdeczności! 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...